1

Odp: Absurdy PRL.

maly konkursik  na razie beznagrodowy ale moze sie jakas flaszka Vistuli znajdzie nawet.
kto sobie przypomni weselszy ,durniejszy absurd PRL -owski.Rzecz,przepis,nakaz,zakaz aby do smiechu bylo.
zapodaje pierwszy

1-obowiazkowa konsumpcja do kazdej sety w knajpie.chcial sie czlowiek napic z kolega w restauracji po wyplacie a 9 salatek,galaretek czy kotletow rybnych  trzeba bylo wsunac.Gorzej ,ze jak nie mieli garmazerki to i gorzaly nie sprzedali .

2 szatnia obowiazkowa,pamietam ,ze jak razu pewnego a cieplo bylo i bez kurtek latalismy to zeby wlezc do srodka musielismy zostawic na wieszaku swetry :grin:
szatnairz tak sie zaparl ,ze w gimnastycznych podkoszulkach siedzielismy.

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

2

Odp: Absurdy PRL.

Pamiętam ze gdy byłam dzieckiem,  mama mnie postawiła do kolejki po lodówkę...jak przyszła nasza kolej to kupiliśmy męskie buty(nic innego już nie było) i ponieważ u nas nikt ich nie potrzebował-wymieniliśmy z sąsiadami na dziecięce  :mrgreen:

3

Odp: Absurdy PRL.

moja zona stala po lodowke a kupili odkurzacz chociaz go nie potrzebowali
fajne byly widoki ludzi z rolkami papieru toaletowego przewieszonego przez ramie
taki obwieszony to byl jak bohater dnia ,jak tygrys kolejkowy
albo Relaksy takie kosmiczne buty ,to byla jazda
no a biale skarpety do wszystkiego
kiedys mi sie wydawalo ,ze tylko biale produkuja

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

4 (edytowany przez krecik 2008-10-03 23:07:53)

Odp: Absurdy PRL.

http://img256.imageshack.us/img256/5636/573cr6.gif

5 (edytowany przez krecik 2008-10-03 23:08:12)

Odp: Absurdy PRL.

http://img256.imageshack.us/img256/5636/573cr6.gif

6

Odp: Absurdy PRL.

Kto pamięta Barbapapę ?

Ja pamiętam  :mrgreen:

Byłam w tych czasach małolatą, ale trochę pamiętam np. poszłam do warzywniaka po marchew ( warzywniak był tam gdzie jest teraz informacja turystyczna) no i proszę o tę marchewkę, a pani do mnie, że nie ma  i mówi, że za to ma... cieńkie rajstopy i materiał w beli... na wagę...  :shock:
Cóż, kupiłam 30dkg rajstop - w końcu było to towar deficytowy. lol

Inną sytuację, którą dobrze pamiętam to kolejka (w której stałam po kakao "Puchatek"). Kakao "rzucili" do spożywczaka na placu Brunona a kolejka kończyła się przy... elektrowni. Stałam w niej 3 razy aby kupić 3 opakowania, oczywiście stała jeszcze cała rodzinka czyli mama i tata.

Inna kolejka to po masło (solone zresztą) w sklepach przy szpitalu. Tam to był dym, ludzie tak napierali, że "wjechali" do sklepu z całą szybą wystawową. Zadyma straszna. Uciakłam - nic nie kupiłam  lol

Pamiętam sklep dla "MM" - jeśli się nie mylę to obecna apteka przy Banku Milenium na Kościuszki.
No i niezapomniana pseudo chałwa w bloku z wafelkami w środku, czekolada z margaryny "Milka", która się ślizgała po podniebieniu :mrgreen: , pomarańczowe "szklaki" w formie pół księżyca, galaretki z cukrem (rarytas! wink ) też półksiężyce (jakieś zafiksowanie formą?  lol ) - to wszystko w sklepie na Kościuszki tam gdzie teraz jest jakiś Bank (koło Bemola) mówiło się na niego "po schódkach"  :mrgreen:  w dziale mięsnym generalnie pani nie miała co robić  :mrgreen:

7 (edytowany przez krecik 2008-10-03 23:08:31)

Odp: Absurdy PRL.

http://img256.imageshack.us/img256/5636/573cr6.gif

8

Odp: Absurdy PRL.

To drugie zdjecie przypomina mi mojego dziadka. Do tej pory każdego całuje w usta...nie ważne czy  facet, kobita czy dziecko. Każdy sie wzbrania, wyrywa a dziadek na chama....by tylko w usta. Nigdy tego nie umiałam zrozumieć roll . Jakby w policzek nie wystarczyło cool .

"Prawdę można mówić tylko mądrym ludziom, dla innych trzeba mieć dobre słowo".

Miłego dnia smile

9

Odp: Absurdy PRL.

http://www.joemonster.org/filmy/10159/Ach_wodka_

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

10 (edytowany przez krecik 2008-10-03 23:08:50)

Odp: Absurdy PRL.

http://img256.imageshack.us/img256/5636/573cr6.gif

11

Odp: Absurdy PRL.

jeszcze niech ktoś walnie foto tabliczki osiedla XX-lecia, bo to też jeden wielki absurd.

*Wyrażam wyłącznie prywatne poglądy, do czego mam prawo zgodnie z Art. 54 Konstytucji RP

12

Odp: Absurdy PRL.

pamietacie zapach sera ?
pewnie usmiech na nie jednym obliczu, nie skarpetek
prawdziwy zapach sera
gdy ekspedientka podniosła szklaną pokrywe z talerza na którym leżał ser - zapach wypełniał momentalnie cały sklep
zapach prawdziwego sera
takiego z dziurami......
ten ser był w bochenkach pokrytych woskiem tongue


albo zapach mielonej kawy.....
kawa była w 'bonach' nie mielona
ta mielona pokazała się później
przed zaparzeniem trzeba było kawe zmielić w młynku
kiedyś były młynki ręczne, mieliło sie i ten zapach ...... smile

czy to były absurdy ?
przecież to uroki naszej młodości .......:)

teraz to mamy absurdy, żółte plasterki którym daleko do sera
kawa której  nawet po dobrym zaparzeniu  daleko do tej którą  pamietam ......

Pogodnego dzionka big_smile

13

Odp: Absurdy PRL.

e no mielona kawa to extra sie nazywala select chyba
ta to pachniala na cala wies i pol miasta.
ale dzisiaj sobie przypomnialem o ozdobach
pamietacie ,ze kiedys na kazdym telewizorze stala taka karafka w ksztacie pieska zrobiona ze sznurka?
albo ozdoba typu papier toaletowy +butelka+bejca+lakier
oklejalo sie butelke papierem toaletowym na ksztalt  dzrewa czy korzenia  potem bejcowalo i lakierem i robila za super ozdobke.
no ale nic nie przebije  wielkich lizakow z gdynskiej hali
lizak pol metra kwadratowego o smaku malinowym
niam niam
no ozdoba  to nie byla  co prawda

Stefan a Ulung?

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

14

Odp: Absurdy PRL.

nie piłem ulunga
w owych czasach głównie madras i z duchem tongue
ale oranżada od Cieszyńskiego ..... całkiem inny smak ma ta obecna

kto pamieta domki baby-jagi ?  no ciekawe smile

Pogodnego dzionka big_smile

15

Odp: Absurdy PRL.

krajalo sie to nozem  a bylo zrobine w ksztalcie kwadratu a la czekoladowo z czyms tam kakaowym chyba i smakowalo diablo slodko
o to ci chodzilo?bo takie bloki sie nazywalo domkami baby jagi

ogolnie sie mowilo"blok"

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

16

Odp: Absurdy PRL.

no wyrob czekoladopodobny tez byl mocny pewnie Krecik zdjecia gdzies tam ma
w wojsku zezarlem tego 2 tony
z trocin sosnowych i cukru kubanskeigo

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

17

Odp: Absurdy PRL.

mase robiło sie z cukru z margaryną z dodatkiem kakao i olejków
tym kleiło sie herbatniczki petit-beure w kształt domku
po schłodzeniu  to sie jadło ....... nawet dobre, na maśle lepsze
dzieci to lubiły, zresztą wszystko co słodkie dzieci lubiły smile

Pogodnego dzionka big_smile

18

Odp: Absurdy PRL.

jA chciałbym spróbować kiedyś jeszcze czekoladopodobnego wyrobu o nazwie MELA. Chrzęściło w zębach jak diabli, ale dobre było. Tak jak oranżada od Cieszyka, albo sok malinowy z sodówką z szarego wózka. Mimo tego, że teraz łowienie ryb to dla mnie najlepszy uspokajacz, nie jem ich. Ale doskonale pamiętam "zapach" w rybnym na Gdańskiej (obecny sklep za 5zł) czy na Kościuszki obok ERY. I bardzo miło wspominam ludzką uczciwość z tamtych lat. Mleko w szklanych butelkach zatykanych sreberkiem dostarczane do sklepu jeszcze przed otwarciem. Się przychodziło, wyciągało flaszkę mleka, na jej miejsce wstawiało się pustą a do środka ciepało się 5 zeta....

As-Salāmu `alaykum

19

Odp: Absurdy PRL.

pamiętam jeszcze Wiewiórkę było to wielkości tabliczki czekolady orzechy w jakimś miodzie czy też cukrze,ale była pycha a do tego taki baton z herbatnikami w środku pamiętam,że kosztował 5 zeta,pamiętam kolejki po nabiał w sklepie na ul.Jeziornej (pod Maską)sprzedawczynie były wredne a na sklep mawiano wtedy ,,klub starych d. "  ha ha

20

Odp: Absurdy PRL.

Dopiero zauważyłem, że odgrzebał ktoś na forum temat sprzed czterech lat big_smile
Już sam ten temat i niektórzy którzy wtedy zabierali tutaj głos - to już historia smile
Tak się składa, że pamiętam zarówno tamten czas, czas PRL - pamiętam również jego absurdy i słodycze wówczas dostępne.
Dostępne to zbyt wiele powiedziane..
Raczej te, które można było zdobyć za pomocą kartek.
Bo słodycze były kiedyś w Polsce na kartki, tak jak dzisiaj na Kubie czy w Korei Północnej big_smile
Jak się miało kartki, można było zdobyć nawet produkt "czekoladopodobny" a czasem nawet lentilki.
Albo gumę Turbo, czy Donalda wink

http://img12.imageshack.us/img12/645/523cu.jpg

http://img14.imageshack.us/img14/3687/67489703.jpg

http://img714.imageshack.us/img714/9220/z9624942q.jpg

21

Odp: Absurdy PRL.

A ja znalazłam coś fajnego w internecie:

Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:

Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
* Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
* Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
* Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
* Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
* Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
* Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
* Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
* Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
* Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
* Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
* Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
* W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
* Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
* Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
* Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
* Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
* Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
* Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
* Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
* Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
* Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
* Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
* Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
* Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
* Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
* Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
* Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
* Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
* Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
* Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
* Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
* Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
* Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
* Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.

Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód.

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/2voj/my-dzieci-tamtych-rodzicow#ixzz1m4vD43Z9

22

Odp: Absurdy PRL.

I wiesz co ines_ko ?
W tym co wkleiłaś jest bardzo dużo prawdy big_smile
No, może bez tego:

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.

lol
Ale pozostałe punkty zgadzają się co do joty wink

A może to my po prostu byliśmy odrobinę młodsi ? wink

23

Odp: Absurdy PRL.

Kopikopczyk napisał/a:

W tym co wkleiłaś jest bardzo dużo prawdy

ależ ja wiem, wychowywałam się na osiedlu, które dopiero co budowano. Jak ktoś postawił fundamenty i ściany pierwszego piętra a nie zalał jeszcze stropów to my po tych murach chodziliśmy. Wchodziliśmy na teren budowy i skakaliśmy na przykład z balnonu na 1 piętrze na kupę piachu pod spodem. Tyłki bolały że przepraszam, ale radocha była niezła. Moja mama mi opowiada taką sytuacje, ze kiedyś odwiedzała ja znajoma, która miała młodsze dzieci i krzyczy do mojej mamy - szybko chodź zobacz co ta twoja córka robi, mama leci i już ma jakieś myśli dziwne, ze coś strasznego, wygląda, a ja na spokojnie siedzę na czubku najwyższego drzewa w sadzie naprzeciwko naszego domu i zjadam jabłka z góry. Wyjrzała i powiedziała - co się stało, a ja mówię - nic, te z góry są najsłodsze, mama powiedziała aha i zaparzyła gościom kawę smile Oni z szoku wyjść nie mogli, ze mama nie poleciała mnie ratować smile

Kopikopczyk napisał/a:

No, może bez tego:

    Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.

lol

o przepraszam, "gotowałam", a raczej mieszałam i pamiętam, ze tam była i trawa i jakaś woda z kałuży i jakieś liście z drzew i się to próbowało smile

24

Odp: Absurdy PRL.

ines_ka napisał/a:

"gotowałam", a raczej mieszałam i pamiętam, ze tam była i trawa i jakaś woda z kałuży

A skąd Ty wzięłaś sarnie bobki na Wybiku ?
Ja niedaleko lasu mieszkałem, ale sarnę to dopiero w okolicach Białego można było spotkać big_smile

25

Odp: Absurdy PRL.

Kopikopczyk napisał/a:

A skąd Ty wzięłaś sarnie bobki na Wybiku ?

a czy ja napisałam, ze wychowywałam się jak budowano Wybik? Nic takiego mój drogi smile