26

Odp: PORÓD RODZINNY- gdzie rodzić Kartuzy czy Kościerzyna??

beh5tan napisał/a:

rodziłam 1,5 miesiąca w Kościerzynie

Długo

https://www.youtube.com/watch?v=mxIqyG_IJ2I

27

Odp: PORÓD RODZINNY- gdzie rodzić Kartuzy czy Kościerzyna??

Witam, oczekuję pierwszego dziecka i niedługo pewnie wyląduje na którejś z sal kartuskiego szpitala. Dlatego mam pytanie jak wygląda opieka na oddziale położniczym? Interesuje mnie przede wszystkim dostęp do znieczulenia, obecność kogoś z rodziny na sali, respektowanie wcześniej ustalonego planu porodu i ogólnie stosunek personelu do pacjentek, bo z tego co słyszałam to raczej więcej negatywnych opinii niż pozytywnych. Jeśli są tutaj panie, które miały doświadczenie z opieka na oddziale w Kartuzach proszę  o aktualne opinie.

28

Odp: PORÓD RODZINNY- gdzie rodzić Kartuzy czy Kościerzyna??

Przeżywałem to niedawno także po raz pierwszy, więc mogę się podzielić opinią.
Jeśli nie byłaś na kartuskiej porodówce, to sale są ładne. Remont był chyba z 2-3 lata temu, więc nic już nie straszy. Sal jest chyba z 5. W każdej łóżko, toaleta (z prysznicem), jakieś akcesoria do wspomagania porodu naturalnego (piłka, drabinki), radyjko... Przyjemnie. Nawet z Trójmiasta przyjeżdżają rodzić ze względu na takie warunki.
Na wejściu do szpitala badania (akcja serca płodu, usg), przyjęcie planu porodu, wypełnienie kwestionariusza (przyjmowane leki, choroby przewlekłe itp itd).
Jeśli chodzi o znieczulenie- podają jedynie gaz (którego działanie, patrząc na partnerkę było raczej dyskusyjne:). Zewnątrzoponowego nie podają (przynajmniej w ciągu "naszej" akcji porodowej, która przeciągnęła się łącznie do ok. 12 godzin, nie padła taka propozycja przed samym końcem). Co z tego co mi wiadomo odstrasza część pacjentek, które jadą np. na Zaspę, gdzie takie znieczulenie aplikują na wejściu (chociaż tam warunki lokalowe mniej ciekawe).
Na "nocnej zmianie" obecna była chyba tylko 1 położna + lekarz (w ciągu nocy trwały chyba 3 porody). Nie licz więc, że ktoś z personelu będzie obecny cały czas na sali (przynajmniej nie do chwili kiedy pojawi się odpowiednie rozwarcie). Zawsze w razie sytuacji kryzysowej można użyć dzwonka- wówczas ktoś przychodzi zobaczyć co się dzieje. Mi osobiście nie do końca się to podobało, biorąc pod uwagę fakt, że było to pierwsze dziecko i człowiek nie wie czy wszystko jest OK, co dalej, co robić itd.
Na zmianie porannej ruch już się zwiększył (co może było spowodowane przeciągającym się w naszym wypadku porodem). Obecne były często 2 położne (w sali, bo na całym oddziale było ich więcej) i lekarz. Ogólnie ruch jak w ulu. Nie dało się jednak, jak to się przedstawia, "stać za wezgłowiem łóżka i trzymać partnerki za rękę"- we wszystko byłem bardzo zaangażowany. Nie zawsze widząc to co bym może chciał oglądać:) No i takie małe "smaczki" jak kroplówka, która jakimś cudem leciała na podłogę, bo wypadła z wenflonu, lub też oksytocyna, którą włożono do pompy, ale jej nie włączono i zorientowano się dopiero po godzinie...:)
Ostatecznie pojawił się ordynator (p. Piskulak)- osoba bardzo kompetentna (to nie tylko moja opinia), który zdecydował po konsultacji z partnerką i przeszło 11 godzinach porodu o przeprowadzeniu cc. Wtedy poszło już szybko.
Z racji tego, że był to pierwszy poród, ciężko mi jednoznacznie oceniać naszą porodówkę. Poród trochę moim zdaniem się przeciągał- chyba aż nadto. Można było pewne kroki podjąć szybciej. Może nie było komu, bo na nocnej zmianie ewidentnie za mała obsada. Np. przeglądając już w domu kartę wypisową (czy też książeczkę- nie pamietam już gdzie to było) natknąłem się na informację, że po przekłuciu pęcherza płodowego (w pewnym momencie w pierwszych chyba 4h porodu zostałem na chwilę wyproszony z sali żeby lekarz mógł to zrobić) wody były zielone. Co wg niektórych jest oznaką, że z płodem może być coś nie tak i trzeba działać szybko. Ogólnie emocje związane z przyjściem na świat dziecka zasłoniły całą resztę smile